Stop-loss w praktyce: jak ograniczyć stratę, zanim urośnie
Zlecenie stop-loss zamyka pozycję przy ustalonej cenie, ale przy luce cenowej może zadziałać gorzej, niż zakładasz. Pokazujemy, jak ustawiać je z głową.
Strata, która miała być mała
Najczęstszy scenariusz wygląda tak: pozycja zaczyna tracić, a inwestor czeka, aż cena wróci. Minus 3 procent zamienia się w minus 8, potem w minus 15, i w końcu decyzja o zamknięciu zapada pod presją, w najgorszym możliwym momencie. Zlecenie stop-loss powstało po to, żeby tę decyzję podjąć wcześniej, na chłodno, zanim emocje przejmą kontrolę. Ustala się poziom ceny, przy którym pozycja ma zostać zamknięta, i system pilnuje go za Ciebie, także wtedy, gdy nie patrzysz w ekran.
Klasyczny stop-loss działa jak zlecenie warunkowe. Gdy cena osiągnie lub przekroczy ustalony poziom, zlecenie aktywuje się i staje się zleceniem rynkowym, realizowanym po najlepszej dostępnej cenie. Na płynnym rynku różnica między poziomem stopu a faktyczną ceną realizacji, czyli poślizg, jest zwykle niewielka. Problem pojawia się wtedy, gdy rynek nie porusza się płynnie.
Luka cenowa: kiedy stop zawodzi
Luka cenowa to sytuacja, w której kolejna cena jest wyraźnie inna od poprzedniej, bez transakcji pomiędzy. Na GPW zdarza się to często na otwarciu sesji o 9:00, po publikacji wyników kwartalnych wieczorem albo po weekendzie z ważnymi informacjami makro. Jeśli akcja zamknęła się na 50 zł, Twój stop stoi na 47 zł, a rano notowania otwierają się na 42 zł, zlecenie wykona się mniej więcej po 42 zł, a nie po 47 zł. Strata będzie większa, niż zakładał plan. Stop-loss nie jest gwarancją ceny. Gwarancję oferują wyłącznie zlecenia z gwarantowanym stopem, które niektórzy brokerzy udostępniają za dodatkową opłatą.
Alternatywą jest zlecenie stop-limit, które po aktywacji staje się zleceniem z limitem ceny. Chroni ono przed realizacją po bardzo złej cenie, ale przy gwałtownym spadku może się w ogóle nie wykonać, a pozycja zostaje otwarta i dalej traci. Każde z tych rozwiązań ma więc swoją cenę i trzeba świadomie wybrać, które ryzyko jest dla danej strategii mniejszym złem.
Jak ustawiać stop z głową
Najczęstszy błąd to stop ustawiony zbyt blisko, w okrągłej kwocie albo na podstawie tego, ile pieniędzy nie szkoda stracić, bez spojrzenia na zachowanie instrumentu. Spółka z małego indeksu, która codziennie waha się o 4 procent, wybije stop ustawiony 2 procent niżej przy zwykłym szumie rynkowym. Lepiej oprzeć poziom na zmienności, na przykład na wskaźniku ATR, lub na technicznym poziomie wsparcia, a dopiero potem dobrać wielkość pozycji tak, aby ewentualna strata mieściła się w założonym procencie kapitału. Wiele osób przyjmuje zasadę ryzykowania 1 do 2 procent portfela na jedną transakcję, choć to punkt wyjścia, a nie reguła dla każdego.
Druga pułapka to przesuwanie stopu niżej, gdy cena się do niego zbliża. Taki ruch unieważnia cały plan. Odwrotny kierunek bywa natomiast rozsądny: stop kroczący, który podąża za ceną, gdy pozycja zyskuje, pozwala zabezpieczyć część wypracowanego wyniku. W naszych analizach portfela pokazujemy, jak wyglądałyby wcześniejsze transakcje przy różnych sposobach ustawiania zleceń obronnych i jak często luki na otwarciu zmieniały wynik. Stop-loss ogranicza ryzyko, ale go nie usuwa, a każda inwestycja na rynku wiąże się z możliwością utraty części lub całości kapitału.
- Poziom stop-loss najlepiej wyznaczyć przed otwarciem pozycji, a nie pod wpływem emocji.
- Przy lukach cenowych, na przykład po weekendzie, zlecenie może zostać zrealizowane po gorszej cenie.
- Wielkość pozycji dobieraj tak, by strata na stop-lossie była akceptowalną częścią kapitału.
Odkładanie decyzji też jest decyzją. Zacznij od demo
Sprawdź na koncie demo, jak zachowuje się rynek i Twój plan, zanim zaryzykujesz własne pieniądze. Gdy będziesz gotowy, otworzysz rachunek w kilku krokach.